|
No cóż, jeżeli chodzi o wędkarstwo, to moim ulubionym jest karpiowanie. Można się, pożądnie wybyczyć nad wodą i przeżyć wielkie emocje. Jest jednak sporo warunków. Należy być przygotowanym i to dobrze, oraz obrać odpowiednią taktykę i technikę. Uchylę małego rąbka tajemnicy, jak obejść się bez zbędnych powikłań gdy jest ryba.
Ach ileż to razy klęliśmy piękne karpiowe branie, gdy upragniony misio wjechał nam w pozostałe zestawy? Nie wystarczyło mu raz, parę odjazdów z odejściami na lewo i prawo, a z pozostałych na rodpodzie linii powstał piękny bukiet. Nie dość, że będzie trzeba to rozplątać, to tyle pracy by kulki wylądowały tam gdzie były poszło na marne. W dzień jeszcze ujdzie, ale w nocy, czysta gehenna i rozpacz w chwili szczęścia. Cóż zrobić, gdy linka podjeżdża, zluzowuje się, coś nią ciąga? Tak często dzieje się, gdy w łowisku jest dużo ryby i sporej. Zwabiona zanętą, ośmielona jej zapachem nie zważa na żyłkę i jeździ sobie po niej „beztrosko”. Ta śmiałość i beztroska nie są takie do końca, co chwila zaczepiając się, ryba nie może zdecydować się na pełną wyżerkę. Wynik jest taki, że na brzegu dostajemy nerwicy, a porządnego brania jak nie było tak nie ma. Zwalamy sprawę na chimeryczne brania, w większości nie mając racji. Czy jest na to rada? Oczywiście! Ja łowię z backleadami, i to wszelkiego rodzaju. Łowię bliźniaczo ze Ściernikiem, ramię w ramię, tylko on się leni i nie zakłada backleadów, mam więcej ryb i mniej problemów. Po pierwsze, to przy wszystkich zestawach mam pięć do sześciu metrów przyponu strzałowego, a na mim fly backlead. Ten jest tak cienki, by przechodził przez przelotki podczas zbrojenia zestawu. Nie spotkałem się z takimi w sprzedaży, więc robię je sam. Do tego używam odpowiedniej wielkości oliwki, której krótszy koniec ucinam w najgrubszym miejscu. Powstałą płaszczyznę wyrabiam w menisk za pomocą wiertła. Po założeniu go, zakładam również stoper silikonowy. Chroni on mój węzeł i zarazem pozwala na początkowe odsunięcie backleada najdalej jak tylko można lub trzeba. Oczywiście nie obywa się bez zabezpieczenia węzła kroplą kleju.
W moim arsenale są też wyroby Kordy, które bardzo sobie cenię, szczególnie te najcięższe. Składają się z dwóch części, przeciętej wzdłuż oliwki i naciętego kołeczka z kołnierzem. Kołeczek służy do zamknięcia linii w oliwce tak by mogły się lekko przesuwać względem siebie, a jego kołnierzyk zwiększa opór, jaki stawia ciężarek w powietrzu. Po co to? Otóż by fly backlead leciał wolniej niż zestaw, przesuwając się w tył podczas lotu. Oczywiście to przesuwanie się w tył jest względne, on leci w tym samym kierunku, tylko nie tak daleko i dociska linię do dna daleko od ciężarka głównego i reszty. Backleady Kordy są sprzedawane z gumowymi perełkami, które już mają swój otwór. Mają służyć one do ochrony węzłów. Ja ten przy krętliku chronię za pomocą stopera, z przyczyn już wymienionych, a do ochrony tylniego nic nie używam, uważam to za zbędny hamulec.
Zaraz podniesie się krzyk, że nie każdego stać na zakup saszetki dziesięciu latających ciężarków i komu aż tyle potrzebne? Co zrobić, gdy sprzedawca w pobliskim sklepie wędkarskim wywala gały, gdy tylko mu się wspomni o czymś takim? Przecież nie każdy ma „światowego” sprzedawcę i nie koniecznie musi mieć kartę kredytową na zakupy w necie? Spokojnie, jest na to rada. Potrzebujemy jedną oliwkę około dziesięciogramową, wkład do długopisu, wiertło średnicy wkładu i drugie o średnicy oliwki lub większe. Oliwkę skracamy od pękatej strony i nawiercamy zatrzymując się w jej najgrubszym miejscu. Następnie rozwiercamy otwór do średnicy wkładu, którego odcinamy czysty, pusty koniec tak by uzyskać kawałek trochę dłuższy niż przycięta oliwka. Oliwkę narzynamy małą piłką do metalu. Jeśli takiej nie mamy to może to być stary nóż, który mocno poszczerbimy stukają o drugi taki sam. Prosto czy krzywo? Nie ma to znaczenia, ważne by trafić bez pudła w otwór przechodzący przez środek ciężarka. Kawałek rurki z wkładu od długopisu rozcinamy wzdłuż nożem. Nie ma sensu do tego się przykładać, ważne by się nie skaleczyć. W jednym końcu nacięcia odcinam malutki kawałek, będzie mi ułatwiał założenie rurki na żyłkę. Resztę już znamy, rurkę i oliwkę zakładamy na żyłkę i wsuwamy jedno w drugie. Jeśli nie musimy wciskać to należy lekko zacisnąć oliwkę. Kiedy należy czy można używać latających backleadów? Nie widzę żadnych przeciwwskazań. Tak jak już napisałem, co najmniej jeden mam zawsze, bo są na stałe założone na przypony strzałowe. Świetnie mi służą do dotapiania wszelkiego rodzaju rurek antysplątaniowych, czy też z powodzeniem mogą zastąpić leadcore. Oczywiście nie wykluczając tej świetnej plecionki. Drugie, większe i bardziej oddalające się od zestawu zakładam przy uciągu, połowie pod przeciwnym brzegiem, na podwodnej górce, za przegłębieniem, a nawet i bez tych powodów. Latające backleady wyraźnie zmniejszą nam zaczepianie się ryb w łowisku o nasze sterczące linie. Nie wykluczą nam jednak bukietowania zestawów przez odjazdowe karpie, do tego będziemy musieli wyłożyć całą linię na dnie. Wszystko jest OK., gdy brzeg, z którego łowimy jest płaski. Wystarczy pochylić rodpod tak by szczytówki wędzisk dotykały dna lub prawie i jest super. Co zrobić, gdy nasze podstawki nie pozwalają na takie ułożenie? Jak się, wymotać gdy łowimy ze skarpy czy pomostu? Magiczne słowo znowu brzmi backlead tylko, że tym razem ten zwykły, stacjonarny, nie jakiś latający, zakładany po zarzuceniu zestawu. Jest ich w sprzedaży sporo różnych rodzajów. Wszystkie działają jednakowo, po zarzuceniu i ustawieniu linii, luzujemy kołowrotek, zaczepiamy backleada i opuszczamy go na dno, gotowe. Jednak mają one tę wadę, że pozostają na linii podczas walki i może nie każdemu to odpowiada. Ja używam backleadów FOX. Mają tę zaletę, że się wypinają podczas podnoszenia linii, a wyjmuje się je na dołączonej lince. Zasada jest taka sama jak przy singerach FOX MK2. Jakiej masy używać backleadów? Ja dobieram ciężar będący połową lub trzecią częścią tego, co kotwiczy nam zestaw. Przy obciążeniu głównym sto gram zatapiam linię ciężarkiem czterdziestogramowym. Z czego sobie zrobić taki backlead? A choćby z jakiegoś ciężarka z krętlikiem. Wystarczy dołożyć mu agrafkę i po sprawie, a wiele kłopotów pozwoli to uniknąć. Połamania kija, bez ciągania i plątania. Przedyskutuj ten artykuł na forum.1 postów) |